Rozdział II
W lesie panowała cisza, śnieg pokrywał
korony drzew. Które uginały się pod jego ciężarem. Zima była łagodna tego roku.
Weronika uwielbiała
spacerować i podziwiać zimowy krajobraz. Była 8 rano. Tego dnia swojm zwyczajem
wybrała się na spacer, idąc słuchała muzyki na MP4 i rozglądała się po okolicy.
Na jednym z drzew dostrzegła wiewiórkę, która utkwiła w niej swe małe czarne
oczka. Dziewczyna się uśmiechnęła i zrobiła ostrożny krok do przodu, lecz małe
rude stworzonko spłoszone uciekło na następne drzewo i zniknęło jej z oczu.
Weronika przez chwilę patrzyła się w
miejsce gdzie zniknęła. Wciągnęła głęboko powietrze do płuc. Nigdy nie mogła
zrozumieć ludzi, którzy nie cierpieli zimy. Według niej dużo tracili, nie
doceniając piękna tej pory roku. Zima była taka magiczna że swoją wszechobecną
bielą. Delikatnym ruchem odgarnęła z czoła swoje blond włosy i uniosła twarz ku
koronam drzew. Śnieg stworzył prawdziwy balchadim nad lasem. Poczuła na swych długich czarnych
rzęsach płatki śniegu. Stała tak kilka minut z zamkniętymi oczyma. Gdy je
otworzyła sięgnęła po telefon, zbliżała się 9 rano. Musiała wracać. O 11 była
umówiona ze swoją przyjaciółką Julią. Miały się spotkać w małej wiejskiej
knajpce. Od najmłodszych lat trzymały się razem. Szybkim krokiem skierowała się
do domu. Po niecałych dwudziestu minutach siedziała w kuchni i popijała z kubka
gorąca czekoladę. Chciała się rozgrzać przed ponownym wyjściem.
- Hej siostra – powiedziała
Majka wchodząc do kuchni.
Jak zwykle wyglądała
zniewalająco. Swoje ciemno blond włosy związała w koński ogon. Ciemnoniebieskie
oczy podkreśliła eyelainerem. Miała na sobie biały golf z krótkim rękawkiem i
czarne dżinsy rurki podkreślające jej długie smukłe nogi. Była ładną i seksowną
dwudziestoczteroletnią dziewczyną o miłym usposobieniu. Weronika skinęła jej
głową. Majka nalała sobie do wysokiej szklanki sok pomarańczowy i usiadła
naprzeciw młodszej siostry.
- Jak tam? Jakie masz plany
na dziś? – zapytała odstawiając szklankę na stół
Weronika wbiła w nią
spojrzenie.
- Idę do knajpy. Mam się
spotkać z Julią.
- No to fajnie – stwierdziła
Majka stukając paznokciem o szklankę.
Weronika patrzyła na
wypielęgnowane dłonie siostry po czym upiła łyk czekolady.
- Majka, jak myślisz znajdę
kiedyś prawdziwą miłość? – zapytała nagle płonąc rumieńcem.
Majka przechyliła na bok
głowę.
- Napewno. Jestem tego w stu
procentach pewna siostrzyczko. Musisz tylko cierpliwie czekać – odpowiedziała z
uśmiechem i sięgnęła po pomarańcze
Z Mateuszem była już cztery
lata. Byli fajną i barwną para. A co najważniejsze bardzo się kochali. Na
wiosnę mieli razem zamieszkać. Chcieli wynająć mieszkanie w samym centrum
Warszawy. Weronika uważnie obserwowała siostrę. Przypomniały się jej lata
dzieciństwa. Majka w tamtych czasach była pulchną pieguską z trądzikiem i dwoma
krótkimi mysimi warkoczykami. Mimo to była pełną radości jedenastolatką, za którą
wszyscy przepadali ze względu na poczucie humoru i życiową energię. I właśnie
ta sympatyczna pieguska broniła małej Weroniczki. A trzeba wiedzieć że Weronika
już w dzieciństwie była przeciwieństwem starszej siostry. Była chuda jak patyk,
sama skóra i kości, Jej mlecznobiała skóra była lekko przezroczysta. Jasne,
krótko obcięte włosy sterczały na wszystkie strony świata. Wspomnienie sprawiło
że Weronika zachichotała . Majka popatrzyła na nią zaskoczona uśmiechając się
niepewnie.
- Cóż Cię tak rozbawiło mała?
– zapytała, wrzucając do ust cząstkę pomarańczy.
- Nic, zupełnie nic.
- Werka, no proszę powiedz
mi.
- Wspominam dawne czasy
Majeczko.
- Aha, przypomniało ci się
dzieciństwo jak mniemam.
- Zgadłaś bestyjko. Dobra
Majka ja idę się przebrać i lecę – powiedziała Weronika nachylając się nad
stołem i cmoknęła swoją siostrę w policzek po czym poszła „ skocznym” krokiem
do swojego pokoju. Szybko się przebrała w kaszmirowy sweterek i obcisłe
niebieskie spodnie. Usta pociągnęła ochronna pomadką i chwyciła fioletowy
płaszczyk i torebkę. Wychodząc z domu natknęła się na Mateusza. Chłopak uśmiechnął
się swoim zniewalającym uśmiechem, ukazując piękną biel zębów.
- Cześć Weronika – przywitał
się, wyciągając z bagażnika swojego auta jakąś paczkę.
Weronika odwzajemniła
uśmiech, zastanawiając się co tez może w niej być. Zapewne Mateusz, znów miał
jakąś niespodziankę dla Majki. Tych dwoje, naprawdę bardzo się kochało.
Weronika była pewna że w przyszłości będzie miała super szwagra, a Majka
cudownego męża. Mateusz był bardzo przebojowym i przystojnym chłopakiem, o
pięknych ciemnobrązowych oczach.
Miał dwadzieścia sześć lat i
skończył studia na wydziale Architektury w Akademii Sztuk Pięknych. Był
utalentowanym młodym mężczyzną. Przepięknie rysował i malował. Kilka jego rysunków
miała Majka. Jeden nawet dostała Weronika. Rysunek przedstawiał dwa małe kotki.
- Co tam u Ciebie? – zapytał
Mateusz
- A nic ciekawego.
Pogadałabym z Tobą, ale muszę lecieć. Majka prawdopodobnie siedzi w swoim
pokoju – odpowiedziała Weronika przepuszczając Mateusza w drzwiach.
- Aha, no to na razie Werka –
chłopak posłał jej kolejny olśniewający uśmiech na pożegnanie . Był naprawdę
uroczy. Weronika po dziesięciu minutach szybkiego marszu dotarła do baru
„Królewiec”. Od razu w wejściu, przy jednym ze stolików dostrzegła Julkę,
oprócz niej w knajpce było jeszcze trzy osoby, które popijały piwo i oglądały
jakąś meksykańską telenowelę. Stojąca za barem kelnerka wycierała szklanki i
kufle, zerkając co jakiś czas na telewizor. O tej porze, nie miała wiele do roboty. Duży ruch zaczynał się
dopiero w godzinach popołudniowych i wieczornych. Bar funkcjonował już od ponad
czterdziestu lat, mieścił się w starym powojennym magazynie, który odnowiono.
Budynek prezentował się nienagannie. Sala utrzymana była w ciepłych barwach.
Ściany były pomalowane na żółto, a na stolikach były czerwone obrusy. Każdy
stolik zdobił pozłacany świecznik. Był nawet wydzielony parkiet do tańca.
Weronika podeszła do lady i zamówiła czarną kawę. Potem podeszła do stolika,
przy którym czekała na nią Julka, i z głębokim westchnieniem usiadła na
krześle. Julia uniosła brwi i się uśmiechnęła.
- Hej. Fajnie że jesteś –
powiedziała, wyciągając z kieszeni dżinsów papierosy – Nudy, co nie? – zapytała
zapalając jednego.
Weronika zakasłała, dając tym
do zrozumienia, że wolałaby żeby przyjaciółka nie paliła, ale Julia to
zignorowała z łobuzerskim błyskiem w oku. Weronika przewróciła oczyma.
- No – powiedziała tylko.
Julia zmrużyła oczy.
- Może zamówimy coś
mocniejszego? – zapytała
- No niewiem. Możemy się
napić – stwierdziła Weronika, zakładając nogę na nogę.
- Ok. Pani Magdo, poproszę
dwa drinki Królewskie z dodatkiem lodu – zawołała Julia do kelnerki. Kobieta
uniosła wzrok z nad swojego zajęcia.
- Już, zaraz wam przyniosę –
odpowiedziała odstawiając wytartą do sucha szklankę pod ladę.
Drink Królewski był
wysokoprocentowym alkoholem
przygotowanym z najlepszego gatunku wódki, whisky i soku malinowego z
dodatkiem cytryny i lodu. Kelnerka przyniosła drinki do stolika kołysząc
łagodnie biodrami. Jej długie czarne włosy sięgały pośladek. Była atrakcyjną
kobietą po trzydziestce. Jedyny mężczyzna w barze, nie odrywał od niej wzroku.
Julia upiła łyk, podanego
drinka i skupiła całą swą uwagę na Weronice, która dostała ostrego ataku kaszlu
przez dym. Julia zaciągnęła się po raz ostatni i zgasiła papierosa.
- Poznałam fajnego faceta –
oznajmiła nachylając się ku przyjaciółce – Adam mu na imię – dodała.
- Cieszę się, opowiedz mi o
nim – poprosiła Weronika.
- Cóż mogę ci powiedzieć.
Jest przystojny, miły, idealny po prostu. Trenuję piłkę nożną.
- Aha. Wiele mi nie
powiedziałaś. Ale brzmi nieźle – stwierdziła Weronika, odrzucając do tyłu
włosy, po czym zanurzyła usta w drinku.
- Nieźle to mało powiedziane
Werka, gdybyś go zobaczyła to byś zemdlała z wrażenia. Jest prawdziwym ciachem,
miary samego Johnego Deppa. Ósmy cud świata, mówię ci kochana. Istny
cukiereczek, chodzący afrodyzjak. Apollo normalnie. Żyć nie umierać – Julia
zaczęła się coraz bardziej rozkręcać. Trajkotała jak najęta. Opowiedziała
szczegółowo Weronice jak zapoznała się z nową zdobyczą. Dziewczyna grzecznie
wysłuchała jej opowieści, od czasu do czasu kręcąc z niedowierzania głową.
Starała się ukryć ukłucie bólu w sercu spowodowanego brakiem chłopaka. Od
dziecka marzyła o prawdziwej miłości, jaka istnieje tylko w bajkach. Nagle
przypomniała sobie sen który nawiedził ją ostatniej nocy.
Śnił się jej pięknie
zbudowany mężczyzna o długich czarnych włosach. Nie widziała jego twarzy, gdyż
był od niej odwrócony plecami. Potem naglę się obudziła, z dziwnym przeczuciem,
którego nie umiała dokładnie zinterpertować. Jednego była pewna, ów mężczyzna
był ideałem. Wiedziała to, choć nie zobaczyła jego oblicza. Uśmiechnęła się do
swoich myśli.
- Werka, czy Ty mnie
słuchasz? – zapytała nagle Julka, dziwnie się jej przyglądając.
Weronika zamrugała
kilkakrotnie oczyma.
- Tak, tak – powiedziała
pośpiesznie biorąc duży łyk drinka. Skrzywiła się i zakasłała – Diabelnie mocne
– wykrztusiła.
Julia zachichotała.
- Co, Ty gadasz Werka. Drink
jak drink – powiedziała potrząsając szklanką, w której zagrzechotały kostki
lodu – Ale wracając do Adama.. kochana Ty musisz koniecznie go poznać. –
dodała.
- No, myslę że będę miała ku
temu okazje. – odpowiedziała Weronika z błyskiem w oku.
W tym momencie otworzyły się
drzwi i do środka wkroczył miejscowy „Playboy” z ładną filigranową brunetką,
zawieszoną dosłownie na jego szyi. Panna wyglądała na mocno wstawioną. Wzrok
miała rozbiegany i cały czas chichotała. Weronika wymieniła z Julią spojrzenia.
Nieznajoma dziewczyna z ledwością pokuśtykała w stronę stolika. Idąc potknęła
się o własne nogi, ale jakimś cudem udało się jej odzyskać równowagę, nie
przestawała się wciąż śmiać. Chłopak podszedł do baru i poprosił niezbyt
zadowoloną panią Magdę o dwie setki czystej wódki i sok pomarańczowy na przepitkę.
Czekając na zamówienie, rozglądał się po sali. Gdy spojrzał na Weronikę i
Julię, puścił im oczko.
- Cześć dziewczyny. Może do
nas dołączycie? – zaproponował.
- Dzięki, ale nie –
odpowiedziała Weronika.
Julia spojrzała na nią ze
złością.
- Mów za siebie, ok.? –
wysyczała, po czym zwróciła się do chłopaka – Ja chętnie się dosiąde –
powiedziała. Nie zwracając kompletnie uwagi na przyjaciółkę podeszła do
zadowolonego faceta.
Weronika westchnęła, to ja
zabolało. Oczywiście doskonale wiedziała że Julia uwielbia flirtować z
przystojnymi mężczyznami, ale jej zachowanie i tak uraziło przyjaciółkę.
Dziewczyna obserwowała chwilę Julkę. Towarzyszce mężczyzny, wyraźnie popsuł się
humor. W oczach miała autentyczną złość i smutek. Nagle wstała i podeszła
smętnym krokiem do Weroniki.
- Hej. Jestem Domi a Ty? –
zapytała czkając.
- No cześć. Weronika.
- Twoja koleżanka zabrała mi
faceta – ton głosu Dominik był oskarżycielski. Patrzyła na Weronikę zbolałym
wzrokiem. Z bliska wydawała się być miłą dziewczyną, która przesadziła trochę z
alkoholem. Jej krótkie czarne włosy, sterczały na wszystkie strony, a łagodne
szaroniebieskie oczy były zamglone, na policzkach miała rozmazaną mascare.
Weronika przywołała na twarz dobrotliwy uśmiech.
- Nie przejmuj się, taki ma
charakter – powiedziała – Skąd jesteś?
Dominika odwzajemniła
uśmiech, ale po chwili znów miała posępną minę.
- Z Poznania – odpowiedziała.
- Rozumiem. Wiesz, ja to
uciekam. Widzę, że moja przyjaciółka w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Trzymaj
się – Weronika uprzejmie pożegnała się z nową znajomą. Przed wyjściem położyła
dziesięcio złotowy banknot na stoliku i wyszła z baru. Było zimno, Weronika
rozejrzała się wokół.
- Weronika! Czekaj! –
usłyszała nagle, tuż za nią szła Julia – Przepraszam – dodała widząc ponurą
minę przyjaciółki. Weronika wzruszyła ramionami i bez słowa ruszyła dalej.
Jakoś nie miała ochoty na rozmowę z Julią choć ta przeprosiła. Coraz bardziej
się od siebie oddalały i nic nie mogły na to poradzić. Więzy je łączące pomału
zaczęły się zacierać. Cała przyjaźń blakła, z każdym dniem. Obie dziewczyny
miały swoje zajęcia. Weronika prace, a Julia uczelnie. Każda miała swoje życie.
Nie umiały już ze sobą nawet rozmawiać, choć bardzo starały się podtrzymywać
konwersację, ale kończyło się tylko na
pogaduszkach o chłopakach, potem zapadało milczenie. Całkowity rozpad
przyjaźni zbliżał się nieuchronnie. Julia widząc obojętność, z powrotem wróciła
do baru, posyłając za oddalającą się przyjaciółką przeciągłe spojrzenie.
Wszystko z wolna się sypało. Gdy Weronika była już prawie w domu, poczuła ze
jej słabo. W jej głowie rozległ się przedziwny aczkolwiek dźwięczny głos który
zaśpiewał:
Wiele upłynęło dni,
Od nastania Złych Czasów.
Wiele
Krwi nieszczęsnych,
Istot
przelano.
Lecz
oto rodzi się w bólu,
Nadzieja.
Gdy głos zamilkł, osłabienie
przeszło. Weronika sama nie wiedziała, co się właściwie wydarzyło. Jednego była
pewna, głos opływał w dobroć i słodycz. Był tak piękny, że miała zapamiętać go
do końca życia. Nigdy nie słyszała piękniejszego dźwięku, niż ów głos. Głos
Nieziemskiej Istoty. Była nim urzeczona, a jednocześnie było to trochę
przerażające. Czuła ze głos przekazał jej jakąś wiadomość.
- Mamo! – zawołała, wchodząc
do domu. Zajrzała do kuchni matki nie było – Jesteś mamo?! – powtórzyła,
podpierając boki rękoma.
Usłyszała, że ktoś schodzi po
schodach. Po chwili w drzwiach stanął wysoki mężczyzna.
- Cześć tato. Gdzie mama? –
zapytała cmokając ojca na powitanie w policzek
- Pojechała z Majką i
Mateuszem. Stało się cos? – głos ojca był zatroskany.
- Tak. Stało się.. Tatusiu,
stało się coś dziwnego – odpowiedziała Weronika i zaczeła nucić słowa, które
usłyszała. Ojciec patrzył na młodszą córkę zaskoczony.
- Usłyszałam głos. Niezwykle
piękny, który zaśpiewał mi tą pieśń – wyszeptała.
- Weroniczko, córeczko czy Ty
coś piłaś?
- Tylko jednego drinka tatku.
A wracając do domu, poczułam się słabo, i pojawił się ten głos. I mam wrażenie,
że dostałam jakieś niezwykłe przesłanie, tego co ma nieść dla mnie przyszłość.
Czuje, ze stanie się coś ważnego – wyjaśniła Weronika sięgając po czekoladowe
ciastko – Ale to jeszcze nie wszystko – dodała przełykając mały kęs.
- Jest coś jeszcze? – zapytał
z niepokojem ojciec, obserwując badawczo córkę.
- Tak. Jest jeszcze sen.
- Sen? Jaki znowu sen? – w
oczach ojca dało się ostrzec coraz większe zdumienie.
Weronika kiwnęła głową, i
uśmiechnęła się niepewnie.
- Śnił mi się mężczyzna o
długich, czarnych włosach i o pięknym ciele – odpowiedziała, zjadając do końca
ciastko – Ale nie rozmawiajmy o tym – dodała po głębszym zastanowieniu. Do
końca dnia myślała o pieśni.
***
Norina Da Lorse była piękną
kobietą o brązowych kręconych włosach, sięgających do połowy pleców i dużych
błyszczących piwnych oczach. Wywodziła się z bogatego rodu i była jedyną
ocalałą dwórką Królowej Oliwii. Za życia swej Pani, była najbliższą jej
powiernicą i przyjaciółką. Historia ich przyjaźni zaczęła się gdy niespełna
dwudziestoletnia Norina została wybrana spośród ponad trzystu najzamożniejszych
panien, na Pierwszą Damę Dworu Królowej
Oliwii. Monarchini była zachwycona niezwykle zabawną i miłą dziewczyną o
śniadej cerze. Norina nie mogła powstrzymać łez szczęścia, z lekkim okrzykiem
radości, padła na kolana i ucałowała obie dłonie swej Pani.
- Wasza Wysokość, Tyś
najpiękniejszą gwiazdą naszego Królestwa, a Miłość Twoja niewyczerpana, jest
najczystszą ze wszystkich miłości, od zarania naszych dziejów – wyszeptała
patrząc z oddaniem w lazurowe oczy uśmiechniętej Królowej, która w odpowiedzi
uwolniła swą delikatną dłoń, przyobleczoną w jedwabną białą rękawiczkę, i
dotknęła nią policzka Noriny.
- Norina, moja słodka dwórka
– powiedziała tylko.
Przyjaźń rozkwitała, każdy
dzień przepełniony był radością. Norina nawet nie myślała, że to się skończy,..
że w Królestwie zapanuje zło, które odbierze życie wielu niewinnym istoto. W
chwili gdy dowiedziała się o śmierci Królowej, a później Króla Leonarda, wpadła
w głębsza rozpacz, która nie miała dna.
Ból był niewyobrażalny. Wirginia.. kobieta, którą Królowa przyjęła z otwartymi
ramionami zadała niewybaczalny cios zdrady, całemu Królestwu.
A wszyscy tak jej ufali,
wszyscy dali się jej omamić. Tylko Król Leonard, zachował trzeźwość umysłu.
Tylko on jedyny zdołał dojrzeć zło czające się pod piękną cielesną powłoką.
Czuł ze stanie się coś strasznego, ale widząc czułość żony skierowana do
białowłosej kobiety, oddalił od siebie niepokój, który i tak powracał za każdym
razem na widok Virgini. Po śmierci Rodziny królewskiej odbyła się masowa
egzekucja wszystkich dworzan. Norinie udało się przeżyć, gdyż włożyła na siebie
strój strażnika. I właśnie w tym przebraniu patrzyła z rosnącym przerażeniem na
śmierć swoich przyjaciół wampirów, którzy tak jak ona kochali zamordowaną
Rodzinę Królewską. Widziała jak kat bez skropułów ścina głowy bezbronnym
kobietom i mężczyznom, rozchlapując po całym dziedzińcu niewinną krew, tych
którzy byli wierni Królowi Leonardowi i jego małżonce Królowej Oliwii do samego
końca. Nawet niebo płakało nad ich losem, a wiatr zawodził wśród drzew,
śpiewając swą żałobną pieśń. Jeszcze tego samego dnia, pod osłona nocy Norina
uciekła z dworu, pozbywając się stroju strażnika, gdy zniknęła z zasięgu wzroku
straży. Szła wiele godzin, aż upadła wyczerpana w leśnej głuszy. W tej chwili
pragnęła umrzeć. Płakała wbijając palce w ściółkę. W końcu zasneła, znaleźli ją
czterej mężczyźni , którzy zabrali ją do samotnej chaty, ukrytej wśród drzew
głęboko w puszczy, gdzie nikt się nie zapuszczał. Przez całą wędrówkę spała,
podtrzymywana na koniu przez jednego z mężczyzn, który okrył ją swym płaszczem.
Nie obudziła się nawet, gdy dotarli na miejsce. Kilka kobiet rozebrało ją z
przemoczonych ubrań. Były pełne współczucia. Nie chcąc jej budzić, ułożyły ją
na łożu i okryły szczelnie kołdrą, po czym wymknęły się po cichu z izby by
przygotować strawę dla mężczyzn. Norina spała głębokim snem, przez wiele
godzin. Gdy otworzyła w końcu oczy, z lekkim strachem i zaskoczeniem rozejrzała
się po sypialni. Była sama. Wokół panował spokój. Gdy odrzuciła kołdrę,
zauważyła ze ma na Sobie skromną brązową koszule. Nagle do pokoju weszła
kobieta, która z miłym uśmiechem spojrzała na Norinę.
-Och, widzę że już się Pani
obudziła – powiedziała – Proszę się nie bać, nie mam złych zamiarów. Jestem
Kala – dodała widząc strach i nieufność Noriny. Była ładna. Miała miłą okrągłą
twarz, którą okalały kruczoczarne włosy, upięte w luźny kok. Była też nieco
pulchną i niewysoką kobietą o dobrotliwym i mądrym spojrzeniu turkusowych oczu.
Norina odwzajemniła niepewnie uśmiech.
- A Ty jak masz na imię
drogie dziecko? – zapytała Kala przyglądając się Norinie.
- Norina… Norina Da Lorse –
odpowiedziała Norina.
Kala otworzyła szeroko oczy.
- Jest Pani szlachetnie
urodzona. Przepraszam… Na pewno nie jest Pani przyzwyczajona do tak
prymitywnych warunków – powiedziała, zataczając ręką koło.
-Droga Kalo, nie ma Pani za
co przepraszać, to mi nie przeszkadza. Bardzo dziękuje, za troskę, jest Pani
bardzo miła – rzekła Norina, uspokajając zawstydzoną Kale. Norina z miejsca ja
bardzo polubiła.
- Za chwilę podajemy
wieczerze, zapewne jest Pani głodna. Czy zje Pani z nami. Mężczyźni przynieśli
dziczyznę i trochę ryb. A do picia mamy piwo korzenne. Nic wyszukanego, ale
zaspokaja głód. – Kala była nieco onieśmielona.
- Z wielką przyjemnością,
zjem pani rodziną i przyjaciółmi.
- Cudownie. Zawołam moją
córkę, to przyniesie jakąś suknie. Pani odzienie jeszcze nie wyschło. Było
całkowicie przemoczone. Będziemy na Panią czekać – powiedziała Kala, kierując
się z ukłonem do drzwi. Po kilku minutach Norina, ubrana w suknie córki Kali,
zeszła na wieczerze. Przy stole siedziało około 20 osób. Wszyscy zebrani
spojrzeli w jej stronę. Norina wyczytała w ich twarzach zaciekawienie i
życzliwość. W powietrzu unosił się apetyczny zapach mięsa i piwa.
- Niech Pani usiądzie –
powiedział jeden z mężczyzn wskazując wolne miejsce, między dwiema miło wyglądającymi
kobietami. Norina usiadła i przyjęła od swojej sąsiadki miskę z dziczyzną.
Zauważyła, że niema żadnych sztuccy, wszyscy jedli palcami. Zrobiła to samo,
wkładając niewielkie kawałki do ust. Mięso było soczyste i niezwykle
aromatyczne. Rozpływało się w ustach. Przy stole panowało milczenie. Gdy
wieczerza dobiegła końca, Kala i jej córka wstały i zaczeły zbierać naczynia. Rudowłosy
mężczyzna upił łyk piwa i skupił swą uwagę na Norinie.
- Smakowało Pani? – zapytał.
Norina skinęła lekko głową.
- Tak, dziękuje. Mięso było
bardzo dobre – pochwaliła splatając dłonie na stole - Gdzie ja jestem?
- W kryjówce buntowników.
Walczymy o wolność całego Królestwa. Moja żona Kala mówiła, że ma Pani na imię
Norina. Kilku mężczyzn znalazło pania na skraju lasu. Była Pani nieprzytomna.
Jak to się stało ze znalazła się pani na tym odludziu?
Norina przymknęła oczy.
- Uciekłam. Byłam dwórką
Królowej Oliwii. Wszyscy dworzanie zostali ścięci, ja zdołałam uciec –
wyszeptała i zapłakała, chowając twarz w dłoniach. Wszystkie kobiety wymieniły
między sobą przerażone spojrzenia, a córka Kali Tily upuściła glinianą misę,
która stłukła się z głośnym trzaskiem. Była blada jak ściana. Kala
zaniepokojona hałasem, wbiegła do izby i objęła córkę.
- Kalo, zabierz Tily –
polecił Dercon, patrząc z czułością na żone i córkę.
Kala wyprowadziła struchlałą
ze strachu Tily. Reszta kobiet wybiegła za nimi, zamykając za sobą grube,
dębowe drzwi.
- Źle, się dzieje w naszym
ukochanym Królestwie. Dużo Pani przeszła , dlatego proszę z całego serca, żeby
pani tu została. Tu będzie pani bezpieczna. Moja żona to dobra kobieta, reszta
niewiast również. Chce żeby pani wiedziała że my wszyscy jesteśmy pani
przyjaciółmi – głos Dercona był przyjacielski i bardzo zatroskany. Norina
uniosła ku niemu twarz, miała zaczerwienione oczy.
- Ma pan dobre serce. Jak ja
się wam odwdzięczę. – rzekła ocierając delikatnie łzy. Czuła że może być
spokojna, przynajmniej na razie. Z wielką wdzięcznością wstała od stołu,
przepraszając Dercona, i wyszła do niedużego holu, w którym siedziały kobiety
zajmując dwie długie ławy. Kala widząc Norie, podeszła do niej i mocno ją
przytuliła.
- Będzie dobrze kochanie.
Pamiętaj, że nie wolno nigdy tracić nadziei – szepnęła i uśmiechnęła się
pokrzepiająco. Dercon miał racje. Jego żona była ciepłą kobietą o złotym sercu.
Norinę ogarnęło wspomnienie o matce.
Daliene Da Lorse, była
szlachetną kobietą. Kochała córkę ponad wszystko. Ale została brutalnie
zgwałcona i zamordowana, gdy Norina skończyła 22 lata. Straszne przeżycie
zostawiło rysę na sercu wrażliwej Noriny. Bardzo tęskniła za ukochaną matką,
która była piękna jak kwiat. Miała alabastrową skórę bez żadnej skazy. Długie
brązowe loki, które upinała w wysoki kok i czarne jak węgiel oczy. Nosiła
najdroższe i najpiękniejsze suknie, jakie szyte były w całym Królestwie. Jej
pasją było szycie. Zaprojektowała swojej jedynaczce, prześliczne suknie i
płaszczyki. Norina je uwielbiała. Ich materiał był delikatny i miły w dotyku.
Matka potrafiła wyczarować prawdziwe cuda. Była dumna z Noriny, że Królowa
Oliwia wybrała ją na Pierwszą Damę Dworu. Daliene była silną kobietą, nigdy się
nie poddawała. Nawet jak opuścił ją mąż Telin dla Lily La Tauzen , która sypiała z
wieloma mężczyznami o szlachetnym pochodzeniu, nie uroniła ani jednej łzy.
Powiedziała tylko, że takie sytuacje dają lekcje, które z czasem wychodzą na
dobre. Potem nie związała się z żadnym mężczyzną. Chciała sama sobie być panią.
W tym czasie rozkwitła, osiągnęła pełnie szczęścia jako kobieta i matka. Córka
była jej największym skarbem, któremu poświęciła całą swą uwagę. Norina była
bardzo oddana matce. Bardzo cierpiała po jej śmierci. Miała złamane serce.
Królowa Oliwia, najsłodsza istota jaką znała starała się złagodzić ból swojej
dwórki, którą ukochała jak siostrę.
- Wygląda, pani bardzo
mizernie – stwierdziła Kala, wyrywając Norie z zamyślenia – A może przygotować
Tobie kąpiel moja droga? – zapytała unosząc brwi. Norina się uśmiechnęła.
- Tak, myśle ze powinnam się odświeżyć.
Czy któraś z kobiet mogłaby mi pomóc?
- Ależ, oczywiście. Zaraz
zaniesiemy gorącą wodę – powiedziała Kala i przeszła do kolejnego
pomieszczenia. Norina dostrzegła w nim ogień paleniska. Nad którym stał ogromny
kocioł. Domyśliła się, że jest w nim woda. Kala pochyliła się nad nim z dzbanem
w ręku.
- Saro! Rino! Zanieście wodę
na górę – zawołała.
Dwie z siedmiu siędzących
kobiet wstały i poszły po napełnione dzbany. Niecałe pięć minut później,
wszystko było gotowe do kąpieli. Norina z błogim uśmiechem zanurzyła się w
wodzie. Za parawanem siedziała Rina i nuciła jakąś melodie. Jej obecność
zadziałała na Norie kojąco. Wciąż miała przed oczyma, umierających przyjaciół.
Wirginia nie znała litości. Była okrutną kobietą, którą ogarnęła żądzą władzy.
Bez wahania zabijała każdego kto się jej
sprzeciwił, lub nie uznał jej władzy. W krótkim czasie zyskała zwolenników,
głównie mężczyzn, którzy byli jej kochankami. Nigdy nie stroniła od uciech
cielesnych. A liczba tych których uwiodła tylko potwierdzała jej lubieżność.
Wszyscy ci mężczyźni, byli gotowi zrobić dla niej wszystko. Byle tylko przyjęła
ich znów do swego łoża. Zabijali z rozkoszą, gdy dostali od niej taki rozkaz.
Norina się wzdrygnęła, woda
zaczęła już stygnąć. Zanurzyła głowę w wannie, po czym zaczęła masować włosy,
używając lawendowego mydła by je umyć. Poczuła się trochę lepiej, ale straszny
obraz nie zniknął. Wiedziała, że nigdy nie zniknie. To czego była świadkiem,
stało się nieodłączną częścią jej życia. Podkuliła nogi, objęła je ramionami i
zaczęła niepohamowanie płakać.
- Panienko Norino? –
usłyszała zaniepokojony głos Riny – Czy wszystko w porządku?
Norina pociągnęła nosem.
- Ciągle mam przed oczyma,
egzekucje moich przyjaciół. Tych których kochałam ponad wszystko. Najpierw moja
ukochana matka, potem Królowa Oliwia i Król Leonard a teraz oni. Los kpi sobie
ze mnie… Rino czy to się kiedyś skończy? Czy kiedykolwiek będzie tak jak
kiedyś?
- Serce mi pęka na myśl, co
panienka przeszła. Nastały straszne czasy. Czasy bólu, śmierci i wielkiego
niezwykle okrutnego zła, ale musimy wierzyć całym sercem Norino, że będzie
dobrze i że to się skończy. Kala zawsze powtarza, że nigdy już nie będzie tak
jak kiedyś, ale będzie lepiej niż jest teraz i należy pokładać w tym ufność –
odparła Rina poważnym tonem.
- Och, Rino obyś miała racje
– powiedziała Norina stając na nogi – Mogłabyś podać mi ręcznik? – poprosiła
łagodnie z lekka zachrypniętym głosem.
Rina weszła za parawan i
pomogła Norinie, owinąć się ręcznikiem, gdy była sucha podała jej do
przyodziania koszule nocną. Potem Norina siadła przed lustrem, i zaczęła
rozczesywać swoje długie piękne włosy. Mokre sprężynki przylegały do jej
twarzy, co dodało jej jeszcze większego uroku. Nie zdawała sobie sprawy jaka
jest piękna. Ciemną karnację, koloru czekolady z mlekiem odziedziczyła po swoim
ojcu. Jej uroda była egzotyczna. Gdy była na Dworze Królewskim, wielu mężczyzn
zabiegało o nią.
Królowa Oliwia, pragnęła
wydać ją za prawowitego człowieka. Chciała żeby ukochana przyjaciółka, miała
dobrego męża i by była szczęśliwa. Norina po dokładnym wyszczotkowaniu włosów
odprawiła Rine, i położyła się do łóżka. Prawie natychmiast zasnęła. Kolejne
dni upływały jej, na rozmowach, gotowaniu, praniu, haftowaniu i spacerach. Nie
działo się nic złego. Nikt niepożądany nie odkrył kryjówki buntowników. I tak
minęło kilkaset bezpiecznych lat życia Noriny w ukryciu, wśród niezwykłych i
wspaniałych przyjaciół. Dzięki nim, uwierzyła w lepsze czasy. Zdawała sobie tez
sprawę, że dawna świetność Królestwa nie
powróci, los przywróci tylko jej część, ale to i tak było bardzo dużo. Norina i
jej przyjaciele cierpliwie czekali by wykonać właściwy krok.
***
Aaron, obudził się wczesnym
rankiem, spał tylko niecałe trzy godziny. Był podekscytowany wizytą Archibalda..
Planował wyruszyć na swoją misje w ciągu kilku dni. Miał mu towarzyszyć Edgar.
Nie chciał zabierać nikogo więcej. To było zbyt niebezpieczne. Podróż konno do
Doliny Śmierci, zajmowała sześć dni. Aaron wszedł do stajni i skierował się do
boksu, w którym stał jego wierzchowiec. Młody ogier, był pięknym zdrowym i
silnym zwierzęciem o kruczoczarnej sierści, i miodowej łatce na głowie w
kształcie półksiężyca.
- Witaj przyjacielu. Wkrótce
czeka nas niebezpieczna misja – powiedział Aaron dotykając chrap
majestatycznego stworzenia, które zarżało radośnie, na jego widok. Nie zauważył
jak do boksu wszedł Edgar, a tuż za nim Lionel.
- Bracie, Lionel chce
wyruszyć z nami – oznajmił Edgar
- Że co, słucham?! Lionelu
czyś Ty rozum postradał? To zbyt niebezpieczne, nie chcę Cię narażać. Masz
narzeczoną, która niebawem zostanie Twoją zoną – powiedział stanowczo Aaron.
- A dlaczego Ty wyruszasz,
skoro mówisz o niebezpieczeństwie? – odwarknął Lionel.
- Ponieważ jest nadzieja na
pozbycie się Wirginii, a tak w ogóle niemam nic do stracenia odkąd niema
Elleny, Od jej śmierci, również i ja jestem martwy – wyjaśnił Aaron, na jego
twarzy odmalował się ból, gniew i przerażająca obojętność.
- Aaronie jestem Twym
przyjacielem…
- Masz rację, Lionelu jesteś
moim przyjacielem i dlatego też zostajesz tutaj. To jest moje ostatnie słowo –
wtrącił Aaron przerywając przyjacielowi – Nami by mnie znienawidziła, jakby coś
ci się stało – dodał łagodniejszym tonem, wychodząc ze stajni. Lionel i Edgar
szli obok niego. Kierowali się w stronę areny, na której zebrała się już spora
gromadka wojowników.
- Witajcie chłopcy.
Chwytajcie za broń, powinniście już trenować – zawołał Aaron przypatrując się
im z uwagą. Po chwili rozległ się szczęk stali ocierających się o siebie
mieczy. Patrząc na nich, Aarona napawała duma. Mężczyźni byli zaciekli, opanowani i bardzo groźni. Ich
ruchy wzkazywały że z łatwością mogli zadać śmierć. Byli potężnymi wojownikami.
Kilku przychodziło z leśnej kryjówki. Ich przywódcą był bardzo silny i odważny
Dercon, który był serdecznym przyjacielem Gordona. Aaron zobaczył że jeden z
wojowników Dercona przypatruję się mu. Wyglądał jakby się wahał, w końcu się
zbliżył.
- Aaronie, mój Pan Dercon
prosi żebyś przybył niezwłocznie do naszej kryjówki – powiedział wsuwając miecz
do pochwy.
- Powiedz swemu Panu, że
przybędę jeszcze dziś przed zachodem słońca – odparł Aaron. Wojownik skłonił ku
niemu głowę i pobiegł na drugą stronę areny odwiązał swojego konia i
pogalopował na wschód, gdzie na dalekim horyzoncie, znajdował się las. Aaron
zastanawiał się cóż pilnego ma mu do przekazania Dercon. Zawołał Edgara i
poprosił, by zajął jego stanowisko. Chciał porozmawiać z ojcem. Znalazł go
przechadzającego się po dziedzińcu domostwa.
- Ojcze! – zawołal
podbiegając do niego.
- Tak Synu? – zapytał gordon
zerkając na Aarona.
- Jeden z wojowników Dercona,
przekazał mi, ze jego Pan chce mnie widzieć. Zanim słońce zajdzie ruszam do ich
kryjówki, chciałbym żebyś pojechał ze mną – odparł Aaron, stając gwałtownie w
miejscu. Ojciec zrobił to samo i spojrzał z powagą w oczy syna.
- Dobrze synu. To co ma do
przekazania Dercon, jest na pewno bardzo ważne, gdyż bez żadnego poważnego
powodu nie kazałby Tobie gnać na złamanie karku. Poza tym, chętnie zobaczę się
z moim drogim przyjacielem. – powiedział i uśmiechnął się niepewnie. Również on
głęboko wierzył w wyzwolenie całego Królestwa, z pod władzy Czarnej Królowej.
Archibald na nowo rozpalił płomień nadziei w sercach całej rodziny. Gordon wraz
z synem poszedł do domu, w którym Lorna
przyrządzała posiłek. Była ubrana żółtą atłasową suknie przewiązaną w
tali białą szarfa. Swoje hebanowe włosy, rozpuściła . Nowonarodzona nadzieja
zaczęła sprawiać cuda. Gordon, patrzył z
zachwytem na żonę.
- Mój Boże, toż to anioł –
szepnął
Był pełen podziwu.
Aaron również był zachwycony
zmianą, która zaszła w matce. Wiedział że właśnie powróciła ze świata umarłych,
do którego odeszła, już za życia. Miał całkowitą pewność, że bez Pogromczyni
nie będzie mógł powrócić. Sumienie by mu na to nie pozwoliło. Musiał zwyciężyć.
Gdy wraz z ojcem się posilił przepyszną sarniną duszoną w ziołach, osiodłali
konie i wyruszyli na spotkanie z Derconem. Podróż zajęła im dwie godziny drogi.
Przekraczając skraj lasu zsiedli z swych wierzchowców, resztę drogi pokonując
pieszo. Niedługo potem zobaczyli wśród drzew chatę zbudowaną z drewnianych bali
mającą parter, piętro i strych. W drzwiach czekała na nich niewysoka kobieta.
- Witaj, droga Kalo –
powiedział Gordon, całując jej dłoń. Ta w odpowiedzi zarumieniła się uroczo na
ten gest.
- Witajcie. Mój mąż już na
was czeka – powiedziała uśmiechając się promiennie. Po czym lekko stąpając poprowadziła przybyszów do kuchni, w której stał Dercon. Jego
muskularne ramiona opinała luźna lniana koszula, a do pięknie ukształtowanych
długich nóg przylegały bryczesy. Całości dopełniały wysokie, lśniące czarne
buty sięgające tuż pod kolano.
Na widok Gordona w dwóch
krokach pokonał dzielącą ich odległość, i go serdecznie uściskał.
- witaj mój przyjacielu. Jak
miło mi Cię widzieć – powiedział śmiejąc – Jak się miewa Twoja żona? – zapytał
kładąc dłonie na ramionach Gordona, po czym znów go uściskał.
- Lorna, czuję się dobrze
Derconie – odparł Gordon – wzywałeś mojego syna – dodał.
Dercon przeniósł spojrzenie
na milczącego Aarona.
- Ach, tak…Aaronie muszę z
Tobą omówić pewną sprawę . Doszły mnie słuchy, że jest nadzieja na pokonanie
Wirginii. Ojciec panny Naomi , przekazał mi że wyruszasz w podróż, by odszukać
niejaką Pogromczynie Ciemności. Dlatego chce, żeby ktoś ode mnie Ci
towarzyszył.
Aaron pokręcił głową.
- Stanowczo protestuje, to
niebezpieczne – odparł krzyżując ramiona na piersi, jego postawa wyrażała upór
Dercon tylko tyko się lekko
uśmiechnął i ciężko westchnął.
- Aaronie, ja nalegam. Mam
wspaniałą osobę, która może okazać się bardzo przydatna – powiedział.
- Synu, zgódź się, Dercon to
rozsądny mężczyzna. Nie wysyłał by nikogo, jakby nie był pewny swoich racji –
rzekł Gordon przyłączając się do prośby
Dercona.
Aaron spoglądał to na
jednego, to na drugiego, potem zamknął oczy. Po czym postanowił zabrać ze sobą
jednego z wojowników.
- Dobrze, więc. Ale któż to
taki?
- Panna Da Lorse –
odpowiedział Dercon z nutką dumy w głosie.
- Kobieta?! Na Boga toż to delikatne stworzenie. Jakże
sobie ona poradzi? – wykrzyknął Aaron ze zgrozą.
- Poradzi sobie znakomicie. Umie
doskonale władać mieczem. Była dwórką Królowej Oliwii.
- Dobry Boże .. To na dworze
uczono ją wojować?
- Nie. To moi wojownicy ją
tego nauczyli. Uwierz mi Aaronie, to silna kobieta, Kiedyś zasłynie przez swoje
bohaterstwo. Zaraz ją przyprowadzę. – powiedział Dercon i wyszedł z chaty. Gdy
zamknęły się za nim drzwi, Aaron spojrzał na ojca.
- Niewiem czy to jest dobry
pomysł – mruknął – Trudno mi uwierzyć, w to co mówi Dercon, wydaję mi się to
absurdalne.
- Za chwilę się przekonamy.
Chociaż i ja mam w głębi serca wątpliwości – odpowiedział Gordon przyglądając
się z zastanowieniem synowi.
Chwile później wrócił Dercon,
prowadząc za sobą ciemnoskórą dziewczynę
o inteligentnym spojrzeniu i burzą kręconych włosów.
Gordon i Aaron złożyli jej
głęboki ukłon, który wykonywano przed szlachetnie urodzonymi osobami, gdyż tak
nakazywała etykieta. Kobieta spojrzała na nich z zaciekawieniem i przeniosła
pytający wzrok na Dercona, który skinął jej zachęcająco głową i podał jej
miecz. W chwili gdy dotknęła pozłacanej rękoiści , oczom Aarona i Gordona
ukazał się wspaniały pokaz fechtunku. Żaden z nich, nie mógł oderwać od niej
zachwyconego i pełnego podziwu spojrzenia. Byli pod ogromnym wrażeniem jej
umiejętności. Dziewczyna była nieziemska.
- Jak Ci na imię panienko –
zapytał Gordon.
Dziewczyna spojrzała na niego
z radosnym uśmiechem.
- Norina, mój panie.
- Moja droga Norino, ma
panienka wspaniałe zdolności, których wielu wojowników mogłoby ci pozazdrościć.
Jestem pod wrażeniem. Poznaj mojego syna Aarona. To z nim wyruszysz na misję.
Aaron zbliżył się do Noriny i
ponownie się jej ukłonił chcąc okazać jej szacunek. Widząc to kobieta
wybuchneła śmiechem.
- Ależ, proszę pana.. proszę
się nie wygłupiać. Jeden ukłon w zupełności wystarczył. To zaszczyt , że mogę
Panu towarzyszyć w podróży Aaronie. Dercon stwierdził, że przyda się panu kobieca ręka, w sprowadzeniu i
zdobyciu zaufania Pogromczyni Ciemności – wyjaśniła. Nie mogła się doczekać,
czekającej ją przygody. Bardzo chciała pomóc Aaronowi w wykonaniu misji . Delikatnym ruchem
odrzuciła swoje lśniące brązowe włosy do tyłu, które zdążyły już bardzo
podrosnąć. Sięgały jej już do połowy ud. Była z nich dumna. Tily uwielbiała je
czesać. Aaron pomału zaczął przekonywać
się do propozycji Dercona.
Norina była kobietą, jej o
wiele łatwiej będzie przekonać Pogromczynie do przekroczenia wrót.
- Dobrze. Nie widzę żadnych
zastrzeżeń. Może się panienka przygotowywać do podróży. Wyruszamy jutro, po
zachodzie słońca- oznajmił Aaron. Pomyślał, że będzie mu raźniej mając u boku
brata i tę oto stojącą przed nim piękną
nieustraszoną niewiastę.. Czuł że podjął dobrą decyzję. Nic nie mogło go
powstrzymać, przed ratowaniem Królestwa. Norina mogła mu w tym bardzo pomóc. Z
całą pewnością mieli szanse na zwycięstwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz